Zgodnie z ustawą informujemy, że strona wykorzystuje pliki cookies, które ulepszają korzystanie z naszej strony - więcej...Akceptuję, nie pokazuj więcej.

Ochrona sklepu

Ochrona sklepu

Różnice inwentaryzacyjne to codzienność każdego sklepu. Wszyscy o tym wiedzą, ale już skala tego zjawiska nie dociera do nas tak łatwo. Kto sobie ją uświadomi, czyli zobaczy ile w ciągu roku stracił pieniędzy, robi wszystko, by towar w jego sklepie był lepiej strzeżony niż eksponaty w Muzeum Narodowym. Opłaci się.
Światowy „Raport o Kradzieży w Handlu Detalicznym”*, ogłoszony pod koniec ubiegłego roku to wynik analizy danych firm, które dysponują łącznie siecią 138 603 sklepów na całym świecie. Raport obejmuje okres od lipca 2006 r. do czerwca 2007 r. W Polsce wartość strat wzrosła w tym czasie do 1,2 mld euro. Stanowi to 1,34% łącznych obrotów polskich sieci handlowych, wobec 1,32% rok wcześniej. Mówimy o średniej. W niektórych placówkach odsetek ten jest znacznie wyższy. A przecież dla wielu przedsiębiorców utrata 1,34% obrotu oznacza pustą kieszeń i brak środków na jakiekolwiek inwestycje! Gdzie zatem wypływają te pieniądze? Czy wszystko wynoszą kieszonkowcy? Tak się składa, że w porównaniu z innymi krajami Europy Środkowej, Polska charakteryzuje się najniższym udziałem klientów w kradzieżach (40,5%). Jednocześnie ma najwyższy odsetek kradzieży dokonanych przez pracowników (35,1%). Do tego doliczyć trzeba 5,7% strat, które spowodowali dostawcy i 18,7% wynikające z wewnętrznych pomyłek sieci handlowych. Dla jednych liczby te będą powodem do depresji, dla drugich – miejmy nadzieję, że tych będzie więcej – wskazówką do budowy odpowiedniego systemu zabezpieczeń przed kradzieżami.
Krok pierwszy – rozpoznanie
Na początek trzeba zidentyfikować które produkty kradzione są przez klientów, a które przez pracowników. – Do najbardziej popularnych wśród złodziei„eksponatów” zaliczyć można asortyment niewielkich rozmiarów, kosmetyki, a także słodycze, batony czy piwo – mówi Artur Wójcik, odpowiedzialny za rozwój projektu Makro Cash&Carry pod nazwą „Program Doradztwa dla Handlu Detalicznego”. – Warto jednak pamiętać, że zazwyczaj to okazja czyni złodzieja. Wszelkim kradzieżom sprzyjają ślepe zaułki, narożniki, czyli miejsca, których nie widać w lustrach antykradzieżowych lub nie są objęte monitoringiem. Dlatego najlepiej zaplanować aranżację sklepu i rozmieszczenie elementów zabezpieczających w taki sposób, by zminimalizować występowanie takich „martwych pól” – podkreśla nasz rozmówca. Radzi też zwrócić uwagę na miejsca, które wydają się najbardziej bezpieczne, bo akurat mamy je ciągle na oku. – Mam na myśli przede wszystkim strefę w pobliżu wyjścia ze sklepu, skąd stosunkowo łatwo i szybko można wybiec. Równie newralgicznym miejscem jest magazyn, gdzie pracownik lub dostawca może zostać sam na sam z towarem – dodaje Wójcik.
Krok drugi – kompletowanie zabezpieczeń
Przyjrzyjmy się teraz elementom, z jakich powinien składać się system zabezpieczeń w sklepie 100 m2 i ile takie rozwiązanie w ogóle kosztuje. Eksperci zgodnie twierdzą, że nie ma lepszego sposobu na zmniejszenie kradzieży w godzinach pracy sklepu od systemu monitoringu, wspomaganego przez lustra antykradzieżowe. W sklepie o tej powierzchni system monitoringu powinien składać się minimum 4 kamer. Liczbę tę należy uzależnić od kształtu sklepu oraz układu i wysokości mebli. – W naszym sklepie pokazowym ustawiliśmy meble, które sięgają klientowi do ramion. Sala sprzedaży jest dzięki temu bardziej przestrzenna, a wszystkie towary znajdują się w zasięgu ręki. A przy okazji, nie tracimy z oczu żadnego klienta, ponieważ tak naprawdę nie ma on za co się schować – podkreśla przedstawiciel Makro. System alarmowy chroniący sklep po zamknięciu zazwyczaj składa się z czujników, centrali alarmowej, nadajników powiadamiających o zdarzeniu wybrane osoby i sygnalizatora zewnętrznego. W zależności od standardu i specyfikacji zastosowanych rozwiązań, cena wszystkich elementów zabezpieczających kształtuje się między 3 tys. a 12 tys. zł. – Inwestycja ta powinna się jednak zwrócić już po roku użytkowania. Czasem nawet wcześniej – twierdzi Wójcik. Zdaniem ekspertów od zabezpieczeń, efektywność systemu monitoringu jest w dużej mierze uzależniona od czujności i stanowczości osoby dozorującej. Stanowczość potrzebna jest przede wszystkim w momencie, gdy nakryjemy złodzieja na gorącym uczynku. Jeśli nie uda się go zatrzymać, każdy z pracowników powinien obejrzeć nagranie, by przy następnej okazji „mieć oko” na tego klienta.
Krok trzeci – obserwacja
Powiedzmy, że kamery „obstawiają” zagrożone miejsca, ale jak i kto ma to wszystko oglądać? Ochrona? Ona kosztuje. Pracownik? A co jeśli i on chciałby coś wynieść do domu? – Monitor przekazujący obraz z kamer powinien znajdować się w miejscu, w którym przebywa kierownik lub właściciel placówki. Może to być biuro, ale równie dobrze stanowisko kasowe – podsumowuje Artur Wójcik. – W niezależnych sklepach detalicznych nie praktykuje się rozwiązania ze sklepów wielkopowierzchniowych, w których do ciągłego śledzenia obrazu z kamer oddelegowany jest osobny pracownik. W małych sklepach nie jest to konieczne, również z racji mniejszego metrażu. Oczywiście obraz na monitorze jest wyświetlany nieprzerwanie, więc łatwo jest zauważyć „podejrzane” zachowania, nawet będąc zajętym czymś innym. Można też zamontować monitorw miejscu widocznym dla klientów, co działa prewencyjnie. Warto też uczulić personel, by częściej spoglądał w lustra kradzieżowe i co ważniejsze – reagował, gdy zobaczy dziwne zachowanie klienta – podkreśla. Szczególnie pilnie należy śledzić zachowanie osób, które wchodzą do sklepu z nieprzezroczystymi reklamówkami.
Krok czwarty, najbardziej niewdzięczny
Jak kontrolować pracowników, którzy prawdopodobnie wiedzą gdzie „patrzą” kamery? To rzeczywiście spory kłopot. Najlepiej, gdy pracownicy nie wiedzą, co pojawia się na monitorze kierownika. Czasami to wystarcza, by odpędzić pokusę schowania czegoś do kieszeni. – W kontroli i zdobywaniu informacji o ewentualnych nieprawidłowościach niezastąpiony jest odpowiedni system kasowo-magazynowy, dzięki któremu w łatwy sposób ustalimy występujące niezgodności, a jeśli takowe wystąpią, będziemy wiedzieć jaki okres czasu należy „prześledzić” na zapisanych materiałach. Wskaże on nam też pracownika, na którego powinniśmy zwrócić baczniejszą uwagę – wyjaśnia ekspert Makro. Program kasowo-magazynowy można też spiąć z monitoringiem, by kamery automatycznie kierowały się w stronę kasy, gdy system zarejestruje np. anulowanie transakcji lub inne podejrzane działanie. Nic jednak nie zastąpi systematyczności: do monitoringu trzeba po prostu przywyknąć. Opłaci się.

Autor
Grzegorz Kiciński